Monday, 10 March 2014

ATTENTION!

Hi!

Minął spor kawałek czasu, odkąd zamieściłam tutaj swój ostatni post. Tak więc przychodzę z nowiną. Zaczęłam pisać nowe opowiadanie - Niam. Nazywa się 'Stronger'. Chciałam wam moi kochani podesłać link   http://glaniamous.tumblr.com

Jeżeli chcecie, czytajcie - czujcie się wolni. Zawsze możecie do mnie napisać ;)

P.S. jak znajdę lepszy szablon, to zrobię update - póki co zostanie na tumblr ten co jest.

Buźka! ;3

Edit: czy ktos w ogole, zagladnal do mojego drugiego opowiadania? bo nie wiem co mam robic. im soooooo confused.

Saturday, 7 December 2013

Chapter 13


Niall's P.O.V

Po wizycie Ericka przy naszym stoliku, mój obecny humor zmienił się o sto osiemdziesiąt stopni. Nie miałem pojęcia, po jaką cholerę podszedł do mnie i wypytywał się o Chloe i Liama. Cała ta sytuacja była pokręcona. Nie rozumiałem niczego, dlatego też wziąłem głęboki łyk piwa, by rozluźnić się po zaistniałej sytuacji.

- Co jest Niall? Nasze towarzystwo ci nie odpowiada? – usłyszałem głos Chlo, która siadała na swoje miejsce. 
- Dobrze wiesz, że to nie prawda – uśmiechnąłem się. Zgadnijcie kto mnie przed chwilą odwiedził – powiedziałem.  - Erick? – zapytał Liam.  - Bingo! – odparłem biorąc kolejny łyk.  - Co? Po jasny chuj ten frajer tutaj przylazł? Mówił coś? – dociekała Chloe, której zdenerwowany głos wszystko wyjaśniał.  - Przyszedł jak gdyby nigdy nic i pytał się gdzie poszliście… tylko tyle – odpowiedziałem na co na twarzy Chloe zagościł grymas niezadowolenia i podniosła się w krzesła.

Chloe's P.O.V

Wkurwiłam się na maksa! Miałam ochotę zderzyć moją pięść z twarzą tego idioty, dlatego też wstałam od stolika i pewnym siebie krokiem udałam się do miejsca, przy którym siedział ze swoimi kolegami. Nie oglądałam się za siebie, bo pewnie zostałabym zatrzymana – czego nie  chciałam ani trochę. Gdy doszłam do wyznaczonego punktu, położyłam dłoń na ramieniu Ericka, a gdy obrócił się by zobaczyć kim jest dotykająca go osoba, uśmiechnęłam się szeroko i najsłodszym na jaki tylko mogłam sobie pozwolić powiedziałam:

- Nie wiem o co ci chodzi, ale tylko spróbuj się wtrącać w moje życie, to pożałujesz tak samo jak pożałowałeś naszego pierwszego spotkania. 
- Żebyś się nie zdziwiła – odpowiedział drwiąco.  - O, proszę. Od kiedy jesteś taki pewny siebie? Z tego co wiem, nie masz za grosz godności. Nie dość, że znęcasz się nad słabszymi, to jeszcze przemycasz dragi po szkole. Brawo, tylko pozazdrościć takiej postawy – wycedziłam ze złością.

Tak, powiedziałam mu to prosto w twarz. Nie miałam zamiaru przyznawać się publicznie do tego, że znam jego tajemnicę, jednak emocje wzięły górę. Miałam to w dupie i centralnie lałam na niego i jego kolegów. Poradziłam sobie z nim wcześniej, to poradzę sobie po raz kolejny.

- Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo się wkopałaś – powiedział. 
- Nie obchodzi mnie to. Nie boje się ciebie, ani twoich znajomych – wyznałam kiwając głową w ich kierunku. – Wiem, że byłeś przy naszym stoliku. Czego chciałeś od Nialla? – zapytałam.  - Rewanżu – odpowiedział śmiejąc  mi się bezczelnie w twarz.  - Nie igraj ze mną. Czego chciałeś? – zapytałam po raz kolejny.  - Wkrótce się przekonasz – odpowiedział z zadowoleniem w głosie.

W tym samym czasie poczułam, że ktoś łapie mnie za rękę. Obróciłam się, by spotkać niesamowicie brązowe oczy Liama.

- Daj spokój Chloe, to nie ma sensu, wracajmy do stolika – próbował mnie uspokoić, jednak niezachwiany wyraz mojej twarzy nie zmienił się ani trochę. 
- Dokładnie Stark, bierz swojego kochasia i spylaj stąd – dodał Erick.  - Nikt nie pytał się ciebie o zdanie, wiec zamknij się pajacu – odpowiedziałam. – Jutro idę na policję. Zobaczymy, czy będzie ci tak wesoło, kiedy złożę zeznania – dorzuciłam okręcając się na pięcie i zmierzając w kierunku moich przyjaciół.  - Obyś dożyła jutra! – krzyknął zadowolony.

Momentalnie puściłam dłoń Liama i wróciłam się by dokończyć porachunki. Zamachnęłam się, a moja pięść spotkała się z twarzą Ericka. Nie spodziewał się takiego obrotu wydarzeń, tak jak nie spodziewali się tego Harry i Louis, którzy ze zdziwienia otworzyli usta.

- Któryś ma coś jeszcze do powiedzenia? – dodałam, na co pokręcili przecząco głowami.

Po raz kolejny dostrzegłam czyjąś obecność przy mojej osobie. Gdy poczułam czyjeś dłonie na moich barkach, od razu wiedziałam kim była owa postać. Liam. Jego bliskość stłumiła mój cały gniew natychmiastowo. Nie musiał nawet się odzywać, bym porzuciła zgromadzoną we mnie złość i wróciła z nim do naszego stolika. Nie spodziewałam się, że kiedykolwiek wykona pierwszy krok, jednak cuda się zdarzają, a to był najlepszy cud na świecie.

Stojąc przy naszych miejscach, obróciłam się w jego kierunku i przytuliłam najmocniej jak tylko potrafiłam.

- Dziękuję – wyszeptałam mu do ucha, poczym odsunęłam się i uśmiechnęłam szeroko. 
- Nie ma sprawy. Z resztą to ja powinienem dziękować tobie – powiedział.  - Niby za co? – zaśmiałam się lekko. - Za to, ze jesteś – dodał, na co moje serce rozpłynęło się momentalnie.

Słowa, które wypowiedział w moim kierunku, nabrały w moim odczuciu największej wartości. Nie zawahał się ani trochę mówiąc mi, że jestem dla niego ważna. Jego szczerość i niezmierna skromność sprawiały, że cały świat zanikał, a moje uczucia względem jego osoby nabierały jeszcze większego rozpędu. Ponownie przytuliłam go i pocałowałam w policzek. Póki co, musiało mu to wystarczyć – i pewnie tak było.

Z uśmiechem na twarzy chwyciłam torebkę, poczym oznajmiłam:

- Idę zapalić, zaraz wrócę. 
- Poczekaj, pójdę z tobą – zawołał blondyn.

Popatrzyłam się w stronę Liego, który uśmiechnął się w moim kierunku i kiwną głową, dając mi do zrozumienia, że nie ma nic przeciwko.

Wychodząc na zewnątrz, otworzyłam torbę i wyciągnęłam z niej papierosa, którego włożyłam do ust. Próbowałam znaleźć cholernej zapalniczki, ale nigdzie nie mogłam jej znaleźć. Czy to pieruństwo zawsze musi się gdzieś zaklinować?

- Kurwa! – zaklęłam brnąc w poszukiwaniach. 
- Spokojnie, trzymaj – powiedział Niall wyciągając w moim kierunku dłoń w której trzymał paczkę zapałek.  - Zapałki? Serio? Nawet nie  pamiętam jak się tego używało, ale i tak wielkie dzięki – odpowiedziałam się i uśmiechnęłam w jego kierunku.  - Nie chciałem drążyć tego tematu, ale dałaś dzisiaj czadu. Gościu będzie miał pamiątkę na kilka kolejnych dni – zaśmiał się wypuszczając dym z ust.  - Nie myślałam, że aż tak rozbawiłam towarzystwo – odpowiedziałam. – Dobrze, że nas nie wywalili, albo nie wezwali gliniarzy, bo wtedy miałabym przekichane po całości – zaśmiałam się.  - Pewnie byś się wymigała, z resztą jak zawsze – odparł rozbawiony.  - No nie byłabym tego taka pewna. Niekorzystne otoczenie na ucieczkę, bo mają tylko jedno wyjście. Chociaż i tak odwróciłabym kota ogonem i urżnęła głupa – zażartowałam przydeptując spalonego papierosa. – To co, wchodzimy?- zapytałam na co blondyn przytaknął kiwnięciem głowy.

Erick's P.O.V

Cholerna Stark. Czy ona nigdy nie zmądrzeje I nie da mi spokoju? No fakt – ona chce spokoju z mojej strony, ale klamka zapadła. Miałem nadzieję, że połknie haczyk i dostanie lekcje od życia, która już dawno jej się należała. Harry i Louis siedzieli ze zdziwieniem patrząc jak ta, zderza swą pięć z moją twarzą. Dobrze, że nie polała się krew. Obstawiam, że jutro rano obudzę się z podbitym okiem, ale to da się jakoś wytłumaczyć. Całe szczęście, że nie było z nami nikogo znajomego, bo to byłby dopiero wstyd.

Pomimo naszej potyczki byłem zadowolony, że targały nią emocje. Z uśmiechem na twarzy patrzyłem jak wychodzi na papierosa z tym pajacem Niallem. Pewnie rozmawiali o mnie, ale mam to głęboko w dupie. Jedyną rzeczą która zaprzątała mój umysł było to cholerne piwo, którego nie skończyła pić. Siedziałem jak na szpilkach obserwując ich stolik końcem oka. Liam siedział przy stoliku z Emily wymieniając się dziwnymi spojrzeniami i odpowiadając na swoje pytania. Nie chciałem żeby którekolwiek z nich opróżniło zawartość kufla przeznaczonego dla Chloe, bo to, oznaczałoby moją kolejną porażkę – a prawdę mówiąc nie miałem już chęci wymyślać kolejnych sposobów na odegranie się na tej wariatce.

Emily's P.O.V

Wróciłam z zaplecza gdzie udałam się pogratulować Zaynowi wspaniałego występu. Przy stoliku nie zastałam nikogo oprócz Liama.

- Gdzie reszta? – zapytałam niepewnie.
- Poszli zapalić – oznajmił brunet pokazując stojące przy wejściu osoby.  - Czyżby mnie coś ominęło? – spytałam ponownie.  - Nic ciekawego, no oprócz bójki Chloe i Ericka – odpowiedział.  - Co on tutaj robi? Chyba was nie śledzi? Nic jej się nie stało? – zalałam go falą kolejnych pytać, na co uśmiechnął się w moim kierunku.  - Niall powiedział nam, że Erick przyszedł do naszego stolika gdy byliśmy w toalecie, a ty u Zayna. Nie wiedzieliśmy o co konkretnie chodziło, Chlo poniosły nerwy i wystartowała prosto do stolika przy którym siedzi z Harrym i Louisem. Nie chcieliśmy jej wchodzić w drogę, ale kiedy widziałem, że robi się niebezpiecznie, podszedłem do niej i złapałem za rękę. Chciałem ją przywrócić do pionu i zabrać z powrotem do nas, ale gdy odwróciliśmy się by wrócić na miejsce, Erick dodał swoje pięć groszy i Chloe wpadła w furię. Uderzyła go w twarz i wróciliśmy tutaj. No a teraz, poszła się dotlenić i uspokoić – zakończył opowiadanie.  - O ja cię. Dobrze, że was nie wyrzucili – zażartowałam. – Miło z twojej strony, że poszedłeś po nią uśmiechnęłam się.  - Chociaż tyle mogłem zrobić – odpowiedział.  - Zależy ci na niej – oznajmiłam. - Co? – zapytał speszony.  - Przestań Li. Przecież widzę jak na nią patrzysz. Zależy ci na niej. Tylko spróbuj powiedzieć, że to nie prawda, a osobiście kopnę cię w dupę na oczach wszystkich ludzi – zaśmiałam się.  - Chloe zrobiła dla mnie tyle dobrego, że nie wiem jak mógłbym jej się odwdzięczyć. Lubię ją – i to bardzo, ale nie jestem pewny czy ona czuje coś w moim kierunku tak samo jak ja czuję się w stosunku do niej – odpowiedział na co parsknęłam niepohamowanym śmiechem.  - Z czego się śmiejesz? – zapytał zirytowany.  - Słuchaj, zachowujecie się gorzej niż dzieci. Dla mnie to śmieszna sprawa, bo widzę jak ona zachowuje się w twoim towarzystwie. Ona cię lubi! Dam sobie uciąć rękę, że to stuprocentowa prawda. Jeśli nie chcesz wierzyć, to nie. Rób co chcesz, ale mówię ci Liam. Powinniście być  razem.  - Kto by chciał być ze mną? – powiedział spuszczając głowę w kierunku stolika.  - Chloe! Gdyby cię nie lubiła, dałaby ci skopać tyłek pierwszego dnia waszej znajomości. Myślisz, że pomogłaby by byle komu? Obstawiam, że nie. Znam ją bardzo krótko, ale znam się na ludziach i mówię ci szczerą prawdę. Powinieneś postawić wszystko na jedną kartę i zaryzykować. Przecież się od ciebie nie odwróci – jestem tego pewna! – powiedziałam na co uśmiechnął się i podziękował mi za wsparcie.

Chloe's P.O.V

Wchodząc do lokalu od razu posłałam Erickowi gardzące spojrzenie i skierowałam się do stolika przy którym Liam i Emily bacznie o czymś rozmawiali. Położyłam torebkę na moim krześle i usiadłam Liamowi na kolanach z czego jego kuzynka była za bardzo zadowolona.

- O czym tak dyskutowaliście? – zapytałam. 
- O niczym – odpowiedziała.  - Słuchaj Em. Wiem, że na początku nasza znajomość nie wyglądała zbyt kolorowo, ale chciałam cię przeprosić i zacząć wszystko od początku. Zwykle tego nie robie, ale przełamałam się, więc doceń to – zażartowałam na co dziewczyna uśmiechnęła się szeroko.  - Nie ma sprawy. Zapomnijmy o tym co było – oznajmiła podnosząc kufel do góry.

Siedzieliśmy razem rozmawiając o wszystkim i o niczym, śmiejąc się przy tym na cały regulator. Nie byliśmy wstawieni ani trochę, dobre towarzystwo sprzyjało takiej atmosferze.

- To co, jeszcze po jednym i śmigamy do domu, nie? – zapytałam na co wszyscy przytaknęli głowami. – No to komu w drogę temu kapcie – powiedziałam wstając z miejsca. 
- Poczekaj, pójdę z tobą – oznajmił Liam.

Kierowaliśmy się w stronę baru, by kupić po jednym piwie, jednak w połowie drogi chłopak złapał mnie za rękę. Popatrzyłam na niego z lekkim zdziwieniem, ale po chwili uśmiechnęłam się. 


- Możemy porozmawiać? – zapytał niepewnie. 
- No jasne – odparłam. –Pytaj o co chcesz – dorzuciłam i pokierowaliśmy się w stronę wejścia do toalet, gdzie nie było tak wielu ludzi.  - No, to o co chciałeś mi powiedzieć? – zaczęłam, na co Liam spuścił wzrok i wziął głęboki wdech.  - Chloe – zaczął. – Nie wiem jak mam ci dziękować za wszystko co dla mnie zrobiłaś i robisz. Nie wiem jak mam podziękować ci za to, że jesteś i mnie wspierasz. Nie mam pojęcia, naprawdę. Staram się jak tylko mogę bo twoje towarzystwo, to najlepsza sprawa jaka mogła mi się w życiu przydarzyć. Nie chcę niszczyć naszej przyjaźni, bo bardzo cię lubię, ale muszę ci to w końcu powiedzieć – wyznał, poczym podniósł wzrok i spojrzał w moje oczy. – Kocham cię Chloe i to bardzo. Wiem, że teraz mnie znienawidzisz i w końcu dotrze do ciebie to,  jaki jestem żałosny, ale nie mam zamiaru powstrzymywać cię od tego, żebyś odsunęła się przez to ode mnie – zakończył.  - Liam. Jak po tym wszystkim mogłabym się od ciebie odsunąć? Nie wyobrażam sobie życia bez twojej obecności. Fakt, czasami denerwowałeś mnie swoją skorością i dobrocią, ale w końcu tym mnie zachwyciłeś i urzekłeś. Myślałam, że nigdy nie usłyszę od ciebie tych słów. Myślałam, że już zawsze będziesz widział we mnie fajną koleżankę, dobrego kumpla – a tu taka niespodzianka – zaśmiałam się lekko. - Zaimponowałeś mi tym. Naprawdę jestem pod wielkim wrażeniem. Dziękuję ci – powiedziałam ściskając jego dłoń, na co chłopak uśmiechnął się szeroko.  - Czyli między nami wszystko porządku? – zapytał.  - Bardziej niż w porządku – uśmiechnęłam się. – Też cię kocham. Sama w to nie wierze, że wylewają się ze mnie uczucia, ale bardzo cię lubię – dodałam patrząc mu w oczu, które lśniły z nadmiaru szczęścia.

Patrzyliśmy się na siebie przez chwilę nie wiedząc co dokładnie powinniśmy sobie powiedzieć. W końcu postanowiłam przełamać tą niezręczną sytuację i zbliżyłam się do niego. Stanęłam lekko na palcach i pocałowałam go. Nie byłam zdziwiona gdy odwzajemnił pocałunek. Wiedziałam, że tego chciał, ale wstydził się – zbyt dobrze go poznałam, by nie wiedzieć co siedzi w jego głowie. Gdy odsunęliśmy się od siebie, uśmiechaliśmy się do siebie jak nienormalni.

- To co, wracamy do stolika? Zaraz zaczną nas szukać – zaśmiałam się, poczym skierowaliśmy się w stronę baru a następnie wróciliśmy na swoje miejsca kładąc piwo na drewnianym blacie.

- Coś długo was nie było – oznajmiła Emily puszczając nam oczko. 
- Była długa kolejka – odpowiedział Liam zamykając temat naszej nieobecności.

Wieczór był udany w stu procentach – pomijając akcję z Erickiem. Zbieraliśmy się do domu, gdy na dworze zaczął padać deszcz.

- Zajebiście – westchnął Niall. 
- Spokojnie. Zadzwonię po matkę i podwiezie nas do domu – uśmiechnęłam się wyciągając telefon z torebki.

Usiedliśmy na naszych miejscach, by w spokoju poczekać na transport. Ellie zgodziła się po nas przyjechać, więc nie było się już czym martwić. Rozmawialiśmy jeszcze przez chwilę, gdy mój telefon zaczął  dzwonić.

- Tak? –zapytałam. 
- Wychodźcie, jestem pod barem – oznajmiła moja mama.

Zabraliśmy swoje rzeczy i udaliśmy się w stronę wyjścia, gdy poczułam, że strasznie kręci mi się w głowie. Otrząsnęłam się i szłam dalej, jednak moje nogi odmawiały posłuszeństwa.

- Wszystko w porządku? Dobrze się czujesz? – zapytał Liam. 
- Ta, nic mi nie jest – uśmiechnęłam się.

Wychodząc na zewnątrz od razu rozpoznałam znajomy samochód, jednak gdy uderzył we mnie podmuch wiatru, w mojej głowie zaleciło się jeszcze bardziej. Wszyscy wsiadali już do auta. Jak tylko pochyliłam się by wsadzić tyłek na siedzenie, poczułam, że spadam. Jedyne co pamiętam to zderzenie z chodnikiem.

Liam's P.O.V

- Chloe, Chloe. Nic ci nie jest?  - zawołałem, jednak nie reagowała na mój głos.

Pochyliłem się nad nią, by sprawdzić czy oddycha. Wszystko zdawało się być w porządku. Jej oddech był stabilny, ale była nieprzytomna. Jej mam szybko wyskoczyła z auta, by sprawdzić co się stało. Przeraziła się na widok leżącej na moich kolanach córki. Po jej czole spływała krew – musiała rozciąć sobie skórę kiedy upadła. Nie wiedziałem co robić. Czułem się okropnie.

- Jedziemy do szpitala – oznajmiła Ellie. – Chłopcy, wsadźcie ją szybko do samochodu – dodała.

Gdy wykonaliśmy jej polecenia, ruszyliśmy prosto do punktu pomocy.

- Ile wypiliście? – Ellie zapytała nerwowo. 
- Po trzy piwa – odpowiedziałem na co zmarszczyła czoło.  - Coś tu jest nie tak. Znam swoją córkę. Po trzech piwach może sobie co najwyżej beknąć, ale nie tracić przytomność – odpowiedziała zdenerwowana.

W szpitalu ruszyliśmy szybko w stronę recepcji by zgłosić wypadek. Mama Chloe nerwowo wyjaśniła sytuację i poprosiła o jak najszybsze działanie i wykonanie badań. Przeczuwała coś, jednak nie chciała nam powiedzieć.

Po chwili zjawił się lekarz i wraz z dwoma pomocnikami zabrali Chlo z moich ramion, na których trzymałem ją cały czas i zawieźli do jakiegoś pokoju.  Atmosfera była bardzo napięta. Wszyscy stali nerwowo czekając na jakiekolwiek informacje. Usiedliśmy na krzesłach w korytarzu, ale nikt nie zamienił ze sobą ani słowa.

Czekaliśmy w niepewności na wyniki badań. Gdy lekarz pojawił się w naszym polu widzenia, wstaliśmy zniecierpliwieni.

- Wiadomo co się stało? – zapytałem.
- Spokojnie chłopcze, nic jej nie jest. Zaszyliśmy rozcięcie na jej czole, ale to nie jest główny problem. 
Wykonaliśmy wszelkie badania i wykryliśmy obecność narkotyku w organizmie pańskiej córki – powiedział doktor spoglądając na mamę Chloe. 
- Bzdura! Nie braliśmy niczego! Nikt z nas nie bierze niczego! – oznajmiłem nerwowo.

Staliśmy zszokowani ową informacją. Żadne z nas nie mogło uwierzyć w jego słowa. Jednak po chwili Niall przerwał ciszę.

- Erick! – powiedział. 
- Co Erick? – zapytała Ellie.  - Kiedy byliście w toalecie, podszedł do mnie. Pamiętasz? Mówiłem wam – oznajmił na co przytaknąłem kiwnięciem głowy. – Musiał coś wrzucić jej do piwa kiedy odwróciłem się na chwilę. – dodał. – To wszystko moja wina. Powinienem bardziej uważać. – powiedział spuszczając wzrok na podłogę.  - Słuchaj Niall, to nie twoja wina! Nawet tak nie myśl. Nikt nie podejrzewał, że ten idiota może coś takiego zrobić. To wyłącznie jego błąd – niczyj inny – odpowiedziałem poklepując chłopaka po ramieniu. – Teraz tylko pożałuje wszystkiego co zrobił. Złożę zeznania i niech robi co chce. – dodałem.  - Liam, nie mamy dowodów, że to jego sprawka – oznajmiła Ellie.  - Telefon Chloe – powiedział Niall. – Ma zdjęcie jak Erick przemyca dragi w szkole – dodał.  - Chodźcie, zawiozę was do domu, a w drodze powrotnej pojadę na policję – oznajmiła mama Chlo.  - Ja zostanę. Ktoś musi przy niej zostać – powiedziałem.  - Rano będzie mogła wrócić do domu. To nic poważnego, ale uznałem, że powinniście wiedzieć – wtrącił doktor kierując się do widny.

Siedziałem przy Chloe cały wieczór i noc. Ellie przyjechała później by sprawdzić co z jej córką, jednak nie została długo, bo rano musiała wracać do pracy. Chciała wziąć wolne, ale obiecałem jej, że  zaopiekuje się jej córką i zawiozę ją do domu, na co przystała z uśmiechem na twarzy. 

 Nie mogłem nawet zmrużyć oka myśląc o tym draniu. Miałem ochotę go zabić. Szczerze mówiąc, przerażało mnie moje nastawienie, bo nigdy nie przepełniała mnie agresja. Wiedziałem jedno – jak tylko zobaczę go kiedykolwiek, odpłacę mu za wszystko. Moje rozmyślenia skróciły czas oczekiwania na obudzenie się Chloe. Przez okno widać było wschodzące słońce, którego widok wprawił mnie w ziewanie. 
Postanowiłem udać się na korytarz by kupić kawę, która wzmocniłaby mnie chociaż trochę.

Gdy wróciłem do pokoju, Chloe siedziała na łóżku całkowicie rozbudzona.

- Dzień dobry – uśmiechnąłem się. 
- Co się stało? Nic nie pamiętam, ale cholernie boli mnie głowa – odpowiedziała próbując się zaśmiać.  - Długa historia. Nie wiem czy chcesz ją w ogóle poznać – odparłem.  - Nie pitol tylko siadaj i opowiadaj – rozporządziła.  - No więc… Gdy wychodziliśmy do samochodu twojej mamy zemdlałaś i uderzyłaś głową o chodnik – stąd ten ból – powiedziałem.  - Przecież nie naprułam się jak świnia, by tracić przytomność – oznajmiła lekko zmieszana.  - Okazało się, że miałaś w organizmie narkotyk. Ktoś musiał ci go podrzucić. – dodałem.  - Mogę się założyć, że to ten chuj Erick. To był cios poniżej jego słabej godności. Zabije go! – powiedziała podwyższonym głosem.  - Spokojnie – pogładziłem ją po ręce. – Twoja mama pokazała na policji zdjęcie które mu zrobiłaś. Opowiedziała też o wczorajszym wieczorze – uśmiechnąłem się.  - W końcu się na coś przydała – zaśmiała się. – Dziękuję Liam – dorzuciła. - Nie masz mi za co dziękować. To ja zawdzięczam tobie wszystko – pocałowałem ją w czoło. – Zaraz zawołam lekarza, sprawdzi czy wszystko jest w porządku i wracamy do domu. Moja mama po nas przyjedzie. – oznajmiłem wychodząc z pokoju.

Chloe's P.O.V

Po raz kolejny byłam wściekła. Jednak gdy Liam złapał moją rękę, cała złość momentalnie minęła. Cieszyłam się, że matka doniosła na tego gnoja i w końcu będzie miał pozamiatane. Miałam nadzieję, że skończy w pierdlu i nigdy więcej nie będę musiała patrzeć na jego parszywą gębę.

Czułam się dobrze – pomimo pulsującego bólu w głowie i rozciętego czoła. Byłam zadowolona, że Liam zajął się mną. Cały czas był przy moim boku. Cały czas mogłam na niego liczyć – nawet jeśli byłam nieprzytomna i nie wiedziałam o jego obecności. Moje uczucia względem jego osoby były nawet silniejsze – biorąc pod uwagę ostatnie zdarzenia.

Gdy lekarz oznajmił, że mogę wracać do domu, ubrałam się w moje ciuchy i rzuciłam Liamowi na szyję. 

- Dziękuję, że się mną zająłeś – oznajmiłam.  - Chyba już to przerabialiśmy. Ja tu jestem od dziękowania – powiedział uśmiechnęłam się i pocałowałam go.  Przez cały ten czas byłam nieugięta. Nie spodziewałam, że moje nudne życie nabierze takiego rozpędu. Nie spodziewałam się, że spotkam na mojej drodze tak wspaniałych ludzi jak Niall, Emily, rodzice Liego i on sam. Nie spodziewałam się też, że spotkam na mojej drodze tak strasznie gównianych ludzi – Erick. Po wszystkich zdarzeniach cieszyłam się z obrotu losu. Pomimo, że czasami było mi cholernie ciężko, wszystko ułożyło się zaskakująco dobrze. Odmieniłam życie bezbronnego chłopaka, który teraz stał się zupełnie innym człowiekiem. Pomagałam mu przez ten cały czas najlepiej jak tylko potrafiłam. Wspierałam go, dopingowałam i pokochałam. Nie spodziewałam się tylko jednej rzeczy. Nie spodziewałam się, że to ja będę kiedyś potrzebowała pomocy osobistego superbohatera.

______________________________________________________________________
Hi! 
Tak więc nastąpił przełom i dodaję ostatni rodział mojego opowiadania. Już myślałam, że nigdy go nie napiszę, ale przez to tornado na dowrze straciłam internet lol no i napisałam d; w końcu mój telefon się na coś przydał i zrobiłam sobie z niego router *yeeeey* nawet nie wiedziałam, że tak potrafi. Okay... W każdym razie ZACZNIJNIE Z KOŃCU KOMENTOWAĆ xd no i ten.. jak wam się podobało to możecie mi zrobić fejm i polecić mnie jakimś maniakom opowiadań ;d a jak wam się nie podobało, to pohejtujcie w kometarzach XD no i tak.. aha! mam zamiar napisać nowe opowiadanie! czaicie to?! xd  tylko, że teraz będzie bardziej realistycznie niż z SFH i mniej gównianie (tak myślę). Nie wiem, czy będzie to na bloggerze, bo nie umiem robić ładnych szablonów lol aha! i będzie to NIAM c; tak! już od dawna chicałam napisać niama i korzystając, że mam już na niego koncept, wnioskuję, że będzie dobrze. Dajcie znać czy będziecie to w ogóle czytać. Jak nie to przenosze się na tumblr albo na wattpad i nie będę się męczyła z polskim i w końcu będę mogła pisać po angielku. oh. jednak jeśli będziecie chcięli czytać tego niama, to dajcie znać i będzie też polska wersja. No i te tego. teraz mam czas, to mogę wam potłumaczyć jakieś opowiadania jak chcecie. wystarczy do mnie zagadać na asku/tt/tumblr/gg czy nawet w komentarzu. kończę już bo nie wiem co mam pisać. ahoj!
Love x
Juliette. 

Tuesday, 26 November 2013

sdjkffbdfbrabnm

napisałam pięć perspektyw i się wypaliłam...a tak chciała zrobić dzisiaj update. eh ;/

Saturday, 16 November 2013

announcement

Hello there!

Jak widać przebrnęłam przez falę egzaminów i powracam - no w pewnym znaczeniu. Z racji tego, że przez ten strasznie dłuuuuugi czas nie przybyło Ż A D N Y C H komentarzy i opini co do mojego opowiadania, postanowiłam je SKASOWAĆ :O  - tak. chciałam usunąć bloga - nawet teraz, ale zostałam powstrzymana xd dlatego też daję wam drugą szansę. Jeżeli chcecie, żebym dokończyła historię, piszcie pod tym postem - nawet jedno zdanie - bylebym widziała, że ktoś czyta ten szajs i moje poświęcenie nie idzie na marne i MA JAKIES ZNACZENIE c; jeśli odzewu nie będzie kasuje to w pizdu (: zostawiam wam wolny wybór...hmm.. powiedzmy, że do ŚRODY 20.11.2013 <:

pozdrawiam was cieplutko i gorąco i zajebiście, wykurwiście fajnie i idę zjeść rogala.

LOVE
Juliette xxxxxx


Edyta: zostaję - póki co.

Sunday, 15 September 2013

Chapter 12


Chloe’s P.O.V

Siedzieliśmy przy stoliku próbując unormować nasze nierówne oddechy. Chyba powinnam wrócić do porannego biegania, bo ostatnimi czasy biegam tylko do lodówki i z powrotem…

Ucieczka przed policjantką, była cholerną głupotą – oczywiście nie dla mnie, bo przecież nie raz przerabiałam taką opcję. Brałam pod uwagę siedzącego obok mnie chłopaka. Jednak wnioskując po jego minie, nas wyczyn musiał mu przypaść do gustu, bo uśmiechał się od ucha do ucha.

Towarzystwo Liama musiało wybić mnie z równowagi – nie zauważyłam braku Emily, która miała nam towarzyszyć.

- Li? Gdzie jest twoja kuzynka? Nie miała przypadkiem przyjść z nami? – zapytałam. 
- Ems dołączy do nas później. Musiała zostać na jakichś dodatkowych zajęciach – odpowiedział spoglądając na wyświetlacz swojego telefonu. –Z resztą lada chwila, powinna się zjawić – dorzucił. –Poczekasz chwilę? Pójdę zamówić nam coś do picia – chyba nie będziemy czekać na nią o suchym pysku? – powiedział, na co parsknęłam śmiechem, poczym kiwnęłam głową z aprobatą.


Siedząc w doskonale usytuowanym miejscu, miałam okazję obserwować chodzących do lokalu i wychodzących z niego ludzi. Lepszego zajęcia nie mogłam sobie wymyśleć…

Grupki przyjaciół rozmawiających ze sobą, śmiejących się na głos popijając browar, przyprawiały mnie o wariacje żołądka. Nie wiem jakim cudem, ale patrząc na nich, mój umysł ogarnęły myśli na temat Nialla. Przyszłam się zrelaksować i zapomnieć o tym gnojku, ale widocznie polubiłam go zbyt mocno, by pozwolić mu na zadawanie się z Erickiem. Musiałam wykombinować jakiś sposób, bu udowodnić temu pustakowi, jak bardzo byli się w stosunku do mojego wroga – który nie jest wcale jego przyjacielem. Dałabym sobie uciąć rękę, że blondyn jest wyłącznie jego kartą przetargową, pomiędzy mną i Liamem, a nim i jego kolesiami.

Odgłos kufla stukającego się z powierzchnią drewnianego stolika, przywrócił mnie do pionu. Obróciłam lekko głowę, by po raz kolejny spotkać nieziemsko-brązowe oczy i serdeczny uśmiech.

- Zdrówko – powiedział Liam biorąc głęboki łyk napoju.

Uśmiechnęłam się tylko , poczym poszłam w jego ślady. Postanowiłam nie zaprzątać sobie głowy ‘niepotrzebnymi’ sprawami, a zająć się tym co dla mnie najważniejsze – albo nawet kim.

Liam's P.O.V

Popijając zimne piwo, przyglądałem się siedzącej obok mnie Chloe. Nie mogłem znieść jej zamyślonego wyrazu twarzy, po którym było widać jak na dłoni, że coś ją trapi – albo ktoś. Doskonale wiedziałem, że chodziło o Nialla. Chłopak wpakował się w niezłe towarzystwo – albo został ‘przyparty do muru’ i musiał się wpasować? – Nie mam pojęcia, ale jedna rzecz była dla mnie oczywista – musiałem oderwać Chlo od zbędnych przemyśleń.

- Dlaczego ciągle się nim przejmujesz? – zapytałem. 
- Kogo masz na myśli? – zapytała lekko speszona. 
- Nie musisz ściemniać, przecież widzę, że cały czas dumasz nad tą całą otoczką Ericka i Nialla – odparłem posyłając jej pocieszający uśmiech.
- Nie wiem, co ten frajer kombinuje, ale mam jakieś złe przeczucia – odparła.
- Myślałem, że superbohaterowie nie mają zmartwień – zażartowałem, na co zaśmiała się lekko. – Słuchaj. Nie ważne co będzie, nie ma sensu się tym przejmować i zamartwiać. Ważne, że mamy w sobie wzajemne wsparcie i tego się trzymajmy – położyłem swoją dłoń, na dłoni Chloe i uśmiechnąłem się najpiękniej jak potrafiłem. 
- Dzięki LiLi – odpowiedziała zbliżając się w moim kierunku, poczym pocałowała mnie w policzek.


Prawdopodobnie moja twarz pokryła się krępującą czerwienią – wnioskując po uczuciu gorąca w owym obrębie. Postanowiłem sobie, że cokolwiek przyniesie los, stanę murem za Chloe. Nie mogę przecież zmarnować całego życia, na rozpatrywaniu zdarzeń z przeszłości i byciu kompletną ofiarą. Nie mam zamiaru zmieniać się o sto osiemdziesiąt stopni, jednak lekka przemiana byłaby wskazana. Najważniejsze, to walczyć o to, co w życiu najważniejsze – dlatego też postanowiłem, że będę walczył o Chlo. Niezależnie od tego co planuje Erick, przekonam ją, że może liczyć na mnie w stu procentach – a nawet więcej.

Niall’s P.O.V

Siedziałem przed komputerem i pochłaniając paczkę ‘czipsów’ oglądałem idiotyczne filmiki na youtube. Nie byłem przekonany co do wyjścia z Erickiem i jego kolegami – wszystko wydawało się być strasznie podejrzane. Poza tym, alkohol w środku tygodnia nie wróży nic dobrego. Zawsze lubiłem sobie wypić, ale następny dzień stawał się ogromną katorgą. Ból głowy, suche uczucie w ustach, wyścigi do toalety, by oddać spożyte wcześniej trunki. Nigdy nie gardziłem spotkaniami z przyjaciółmi, ale tego dnia brakowało mi zwyczajnie siły.

Erick miał wpaść po mnie za czterdzieści pięć minut. Posiadałem wystarczająco dużo czasu, by odświeżyć się po szkole i zapełnić domagający się jedzenia żołądek.

Wychodząc z łazienki wskoczyłem szybko w czarne rurki, założyłem na siebie biały t-shirt, i z powrotem zasiadłem przed komputerem.

„Będę za dziesięć minut” – przeczytałem na głos wiadomość, która przerwała mi relaks przy ulubionych piosenkach. Szybko zasznurowałem buty, chwyciłem skórzaną kurtkę i wyszedłem przed dom.

Nie czekałem zbyt długo, by samochód mojego ‘przyjaciela’  zjawił się pod miejscem w którym mieszkam. Wchodząc do auta przywitałem się z  Harry’m i Louisem wyciągając w ich kierunku prawą dłoń.  Atmosfera panująca w czerwonej Mazdzie, była zaskakująco przyjemna. Chłopcy opowiadali sobie idiotyczne kawały i wymieniali się zabawnymi wspomnieniami. Trudo było się nie uśmiechnąć, a nawet zaśmiać …

Emily’s P.O.V

Od razu po szkolnych zajęciach, za swój kierunek docelowy obrałam miejsce mojego zamieszkania. Nie chciałam iść prosto do baru, w którym miałam spotkać się z kuzynem i jego towarzyszką. Prawdę mówiąc, trochę się jej boję. Chciałam się z nią zaprzyjaźnić, bo wyglądała na samotną, jednak za każdym razem odrzucała jakiekolwiek próby nawiązania kontaktu. Dopiero później – po całym fakcie, dowiedziałam się, że jest nową sąsiadką Liama, no a przede wszystkim jego ‘przyjaciółką’. Od razu widać,  jak ślini się na niej widok – wpadli sobie nawzajem w oko.

By oderwać się od strachów związanych z Chloe, która na pewno nie będzie zadowolona z mojej obecności, zaaplikowałam słuchawki w uszy  odcinając się od otaczającej mnie rzeczywistości. Żwawym krokiem przemierzałam ulice Wolverhampton, by w końcu dotrzeć do domu.

Na miejscu miałam spotkać się z moim chłopakiem – Zaynem, który jest wokalistą w lokalu do którego się wybierałam. Śpiewanie do kotleta, nie zadowala go zupełnie, jednak cieszy mnie fakt, że znalazł zwykłą pracę – tym samym rezygnując z propozycji, którą złożył mu ten cały Erick.  Nie lubię chłopaka – i to bardzo, ale nie mam zamiaru odcinać Zayna od jego przyjaciół, ograniczając go do widywania się wyłącznie ze mną. Dobrze wiedziałam, że każde z nas ma swoje oddzielne życie – to normalna sprawa.

*

Odkładając plecak do swojego pokoju, rozpuściłam włosy i nadałam im objętości, używając obu dłoni. Zmieniłam zwyczajne trampki na wysokie koturny, chwyciłam telefon i torebkę, a następnie udałam się do salonu gdzie czekałam na mojego chłopaka.

Na stoliku, którego miejsce było pomiędzy kanapą, a telewizorem, stała taca z owocami. Wyciągnęłam prawą rękę, by sięgnąć po jabłko, jednak moje próby kończyły się porażką. Musiałam wstać  i podejść do drewnianego mebla, bo rodzice pokarali mnie, moimi krótkimi rączkami.

Odgryzałam kawałek soczystego owocu, gdy po mieszkaniu rozległ się odgłos dzwonka do drzwi. Udałam się do holu, by przywitać gościa. Otwierając drzwi, brązowe tęczówki mojego chłopaka odebrały mi dech w piersiach. Stał przede mną uśmiechnięty od ucha do ucha, z gitarą zarzuconą na jednym z ramion. Za każdym razem kiedy go widzę, moje serce rozpływa się w całości – to chyba znak, że łączy nas coś głębszego.

- Hej Zaynie – przywitałam go promiennym uśmiechem, a następnie pocałowałam go w policzek. 
- Gotowa? – zapytał unosząc jedną brew.
- Jak widać – zaśmiałam się. – Tylko chwila, skoczę do pokoju po torebkę i możemy iść – dorzuciłam kierując się po niezbędną mi rzecz.


Bar do którego zmierzaliśmy, znajdował się stosunkowo daleko od mojego miejsca. Aby zaoszczędzić czasu, postanowiliśmy pojechać tam autobusem. Prawdę mówiąc, komunikacja miejsca nie jest moim ulubionym środkiem transportu, ale zrobiłam wyjątek dla mojego kuzyna – zważając na to, że byłam już grubo spóźniona. Zapewne nie tęsknili za moim towarzystwem, bo ich obecność była dla nich zupełnie wystarczająca.

Chloe’s P.O.V

Na zewnątrz zaczynało robić się szarawo. Siedzieliśmy przy stoliku rozmawiając o wszystkim i o niczym. Ze względu na późniejszą godzinę, do lokalu zaczęło nadciągać coraz to więcej ludzi. W pomieszczeniu powoli zaczynało brakować miejsc, a po kuzynce Liego nie było ani śladu.

Gdy główne drzwi, otworzyły się na oścież, moim oczom ukazała się znajoma dziewczyna.  Chłopak w kruczoczarnych włosach postawionych do góry,  przytrzymał otwartą połówkę wejścia, a następnie przekroczył próg. Złapali się za ręce i skierowali się w stronę zaplecza.

Od razu rozpoznałam kędzierzawą gościówkę – to ta sama laska, która podbijała do mnie na stołówce. Niby spoko, ale strasznie wkurwiająca swoją niepewnością. Siedziała, gapiła się, czasem coś tam powiedziała – ale żeby coś konkretnego, to już nie za bardzo. Spławiłam ją od razu, bo działała mi na ambicję.

Kiedy wyszła z zaplecza bez swojego chłoptasia, skierowała się w naszą stronę. Myślałam, że przerzucę stolik przez połowę sali, gdy podeszła do Liama i wieszając mu się na szyi powiedziała ‘cześć kuzynku’. To był szok. Nie miałam zielonego pojęcia jak się zachować. Dziewczyna dobrze wiedziała, że za nią nie przepadam. Nie przeczę, że nie zmienię swojej opinii na jej temat, jednak w tamtym momencie, po prostu mnie zatkało.

- Wiecie, co? Wyjdę na chwilę na zewnątrz, bo strasznie tu duszno. Okej? – zapytałam.
- Na pewno wszystko w porządku? Dobrze się czujesz? Może wyjdę z tobą? – Liam zalał mnie masą pytań. 
- Wszystko jest w porządku. Z resztą będzie mnie widać przez szybę, więc jakby co, to będziesz na bieżąco – odparłam. 
- No dobra – odpowiedział . – Ale pamiętaj, że mam cię na oku – dodał z uśmiechem na twarzy puszczając mi ‘oczko’.


*

Wizyta na świeżym powietrzu była wspaniałym pomysłem. Wyciągnęłam z paczki papierosa, wsadziłam go w usta i zaczęłam szukać w torebce zapalniczki. Cholerstwo zaplątało się gdzieś w całej stercie pierdół. Tak jak myślałam, znalazłam ją na samym dnie.

Zaciągając się tytoniowym dymem, przed moimi oczami zatrzymał się czerwony samochód z którego wyskoczyła blond czupryna, oraz trójka najbardziej zjebanych ludzi na świecie – Erick, Harry i Louis.

Niall’s P.O.V

Myślałem, że dostanę zawału na miejscu, kiedy wyszedłem z auta i zobaczyłem stojącą przed wejściem Chloe. Nie spodziewałem się jej, tak samo jak ona nie spodziewała się mnie – sądząc po jej niezadowolonej minie.

- O, Stark. Gdzie masz swojego chłoptasia? – zapytał Erick.
- A ty gdzie masz swoją mamusię? – odpowiedziała wypuszczając dym z ust. – Zmieniła ci pieluszkę, że puściła cię samego z domu? – dorzuciła z pewnym siebie uśmieszkiem. 
- Dajcie spokój, to nie ma sensu – zwróciłem się do nich. – Chłopaki idźcie do środka, ja zaraz do was przyjdę – powiedziałem do moich kolegów. 
- Albo idziesz z nami teraz, albo nie idziesz z nami w ogóle – Erick postawił mi ultimatum, co szczerze mnie zdenerwowało. 
- Prawdziwi przyjaciele nie stawiają sobie warunków, więc wybieram drugą opcję. Było miło – odpowiedziałem, na co ten, zawarczał pod nosem.


Widać było, że nie zależało mu na mojej przyjaźni. Byłem ‘narzędziem’ w jego rękach, zwykłą zabawką. Tylko dlaczego akurat ja? No i co chciał osiągnąć?

- Dalej jesteś na mnie zła? – zapytałem kończącą papierosa Chloe. 
- Niall, słuchaj… Ja nie byłam na ciebie zła. Sama nie wiem dlaczego, ale martwiłam się , że wpakowałeś się w tak gówniane towarzystwo – odpowiedziała.
- Nie musiałaś, bo byli dla mnie całkowicie mili – odparłem. 
- To tylko przykrywka. Nie wiesz tego, co najistotniejsze – powiedziała przydeptując peta. 
- No to mi opowiedz – zaproponowałem wzruszając ramionami. 
- Niall, to nie takie proste – dopowiedziała, poczym oglądnęła się dokoła, sprawdzając czy w pobliżu nie znajdują się żadne nieodpowiednie osoby. – Nie mów nikomu, ale Erick handluje dragami – wyszeptała wprost do mojego ucha, następnie odsunęła się do poprzedniej, dzielącej nas odległości. – Dlatego się martwiłam. To dlatego nie chciałam ci nic mówić. Lepiej nie zadzierać z takimi osobami. Nigdy nie wiadomo kto stoi za ich plecami – odpowiedziała. 
- Niczego nie wiedziałem – odparłem zszokowany. – Nawet nie brałem takiej opcji pod uwagę – dorzuciłem. – Skąd o tym wiesz? – zapytałem. 
- Przyłapałam go w szkole, kiedy chciałam odegrać się za pobicie Liama – odpowiedziała. 
- Dalej nie chce mi się w to wierzyć – pokręciłem głową. Nie bronię go, ale to poważne wykroczenie. Chyba nie jest aż tak głupi, żeby pakować się w to bagno? – zapytałem niepewnie. 
- No to uwierz, że jest. Jest jeszcze głupszy niż mi się wydawało – odparła. – Patrz – powiedziała wyciągając rękę z telefonem przed moją twarz.


Nie mogłem uwierzyć w to co widziałem. Chloe cały czas miała rację. Całe szczęście, że udało mi się wyrwać z tej chorej ‘przyjaźni’

- Przepraszam – odparłem. 
- Niall. Nie masz za co przepraszać. To nie była twoja wina. Z resztą między nami nic się nie zmieniło, po prostu omijaliśmy cię, ze względu na tego idiotę – poklepała mnie po ramieniu. 
- Dzięki – uśmiechnąłem się. – Wygląda na to, że będę się zbierał. Towarzystwo się zwinęło – zażartowałem. 
- Oh, daj spokój. Mamy jedno wolne miejsce przy naszym stoliku. Zapraszamy – uśmiechnęła się. 
- Na pewno ? Liam nie będzie miał nic przeciwko? – zapytałem. 
- No dalej, nie bądź cipą. Chyba cie zaprosiłam, nie? Na krzywy ryj się nie wpraszasz – odparła kierując się w stronę wejścia, na co zaśmiałem się i podążyłem w jej kierunku.


Erick's P.O.V

Kiedy Niall zdecydował się ode mnie, niepohamowana złość ogarnęła mój umysł. Myślałem, że mój plan został doszczętnie zniszczony. Jednak gdy na scenie pojawił się Zayn, w mojej głowie zapaliła się mała żaróweczka – oznaczająca nowe rozwiązanie. Jak mawiają „trzeba kuć żelazo  póki gorące”. Dlatego też, potrzebowałem małej pomocy by dać jedną wielką nauczkę tej cholernej Stark.

Od zawsze podziwiałem Zyna za jego talent. Jego głos jest niesamowity, dlatego też uwielbiam słuchać kiedy śpiewa. Nie rozumiałem dlaczego grał w tym zwyczajnym lokalu za wszawe grosze, gdy zbijał kokosy na handlu pigułkami. Może granie było tylko przykrywką dla nowych transakcji przed jego dziewczyną? – tak też obstawiałem.

Po zakończonym występie i licznych oklaskach, ukradkiem udałem się na zaplecze, by ‘pogratulować przyjacielowi udanego przedstawienia’. Tak naprawdę musiałem z nim coś załatwić…

- Siema Zyan! Kope lat, co nie? – przywitałem się. 
- Trochę z leciało. Jak się masz? – zapytał zaciekawiony. 
- W zasadzie przyszedłem pogadać tu, o czym innym. Dobrze wiesz o co mi chodzi –odpowiedziałem. – Masz coś przy sobie? – dorzuciłem. 
- Tylko jedną – odparł. 
- Szczerze mówiąc, powinna wystarczyć – uśmiechnąłem się pod nosem.


Cieszyłem się z ubitego targu z Zaynem. W końcu miałem to, co było mi potrzebne do urzeczywistnienia moich myśli.

Wróciłem do stolika przy którym siedzieli Harry i Louis. Rozmawialiśmy popijając piwo, jednak co chwile spoglądałem w kierunku miejscaa zajętego przez ludzi do których czułem czystą nienawiść. Los musiał mi sprzyjać. Dziewczyna w lokach udała się na zaplecze, a Chloe i ten frajer Payne skręcili w stronę toalet. Najsłabsze ogniwo zostało samo, dlatego też idąc za ciosem udałem się w stronę blondyna, by załatwić wszystko jak najszybciej.

Usiadłem na miejscu Stark, poczym zacząłem:

- Jak tam Horan twoi nowi przyjaciele? Lepiej ci z nimi? – zapytałem ironicznie. 
- Co ty znowu kombinujesz Erick? Po co byłem ci w ogóle potrzebny? – dopytywał.
-  Po co? Po nic, już odegrałeś swoją rolę – zaśmiał się. – Gdzie polazła ta para głąbów? – dociekałem, na co blondyn obrócił się i wskazał palcem odpowiednie miejsce. Gdy jego plecy były zwrócone w moim kierunku, mogłem dokończyć realizację planu, który powiódł się bez żadnych zastrzeżeń. – Z resztą co mnie to obchodzi. Miłej zabawy – zaśmiałem się. –Zdrówko i smacznego- dorzuciłem unosząc swój kufel do góry.


______________________________________________________________________
Hi there!
Jak wam przypadł do gustu rozdział 12? ;>
P.S. wkurwia mnie to, że nie komentujecie ;/ przecież widzę, że ktoś czyta ten bajzer ;) 
Love X

Thursday, 29 August 2013

Chapter 11




Chloe’s P.O.V

Liam dochodził do dawnego stanu zdrowia w zadziwiająco szybkim tempie. Z dnia na dzień czuł się coraz lepiej – co prawda ma jego ciele można było zauważyć zanikające powoli siniaki, jednak nie wyglądały już tak poważnie, jak na początku. Z bezdusznej i bezsumiennej nastolatki, przeistoczyłam się w pomocną pielęgniareczkę – nie cieszcie się zbyt szybko, bo moja przemiana dotyczyła wyłącznie mojego uroczego sąsiada. W stosunku do innych ludzi, nie zmieniłam się ani trochę.

Szkoła irytowała mnie z każdą spędzoną w niej minutą. Matka Ericka działała na mój wrażliwy układ nerwowy niczym płachta na byka. Nie mam pojęcia co takiego zrobiłam jej synalkowi – no poza rozwaleniem jego krzywej kichawy, słownych pogróżek, przepychanek i tryskających czystą nienawiścią ripost. Myślcie co tylko chcecie, ale nie podejrzewałam gościa o skarżenie się własnej matce – zwłaszcza, że był ‘dorosłą’ osobą. Czekałam tylko, kiedy ten śmierdzący gnojek nadepnie mi na odcisk – wtedy nie zawahałabym się zrobić użytku z jego fotką, na której kupuje dragi. Z resztą chuj mu w dupę. Nie bałam się go ani trochę, martwiłam się wyłącznie o Liama – no i o Nialla – następnego gówniarza, który z brudnymi butami wszedł w moje życie. Tak – nie pomyliliście się. Było mi go trochę szkoda, bo wydawał się być całkiem sympatycznym chłopakiem – czasem denerwującym, jednak w każdym razie był do zniesienia.

Towarzystwo Ericka nie było dla niego najlepszą opcją – zwłaszcza, że był nową osobą w naszej szkole, no i mieście. Gdy zobaczyłam ich razem kroczących przez szkolny korytarz, sytuacja stałą się momentalnie jasna – albo jest gejem, albo ten kretyn zbałamucił go na swoją stronę.

*

Jak każdego nudnego poranka, szykowałam się, by na najbliższe siedem godzin, przekroczyć bramę piekieł. Szkoła i kryjówka rogatego, mają po tyle samo liter w swojej nazwie – przypadek? Nie sądzę…

Rozczesywałam świeżo umyte włosy, gdy dźwięk telefony rozbrzmiał w czterech ścianach mojego pokoju. „Gotowa? Li x”. Chwyciłam aparat w dłonie, poczym wystukałam odpowiedź: „Zdurniałeś? Ty chyba spać nie możesz. Przyłaź tutaj, matka nas zawiezie. Chlo x”.

Nie skończyłam nawet zaczętego przed chwilą zabiegu, a drzwi od balkonu otworzyły się na całą szerokość.

- Nie umiesz pukać? – zapytałam.- Przecież kazałaś mi przyjść – odpowiedział drapiąc się po karku, ukazując tym samym niezręczność, która go ogarnęła.- Ah, no tak – powiedziałam klepiąc się otwartą dłonią w czoło. – Dobra, nie ważne. Siadaj, odpal sobie komputer, połóż się, czy rób tam sobie co chcesz – dorzuciłam. –No chyba, że mam ci pomalować paznokcie? – zapytałam unosząc żartobliwie brwi.- Wiesz, chyba jednak pozostanę przy opcji z komputerem – odpowiedział rozbawiony puszczając mi ‘oczko’

Starałam się spinać poślady i zwijać z całą tą maskaradą w jak najszybszym tempie –nie chciałam przecież zanudzić mojego gościa na amen. Wskoczyłam szybko w skórzane rurki, białą bokserkę i czarne martensy. Tak – przebierałam się przy Liamie – no i co z tego? Nie czułam się ani trochę skrępowana, więc latanie do kibla i robienie szumu było kompletnie zbędne.

*

Szkolny wybieg jak zawsze przepełniony był ludźmi. Musiałam drzeć się na uczniów, by złazili na z drogi, albo przepychać się łokciami przez to stado świętych krów. Złapałam Liama za rękę i upewniając się, że nigdzie nie zniknie, prowadziłam go za sobą do miejsca w którym zaczynaliśmy zajęcia.

Nudna, chujowa, nieciekawa – atmosfera lekcyjna nigdy się chyba nie zmienia – albo to ja jestem odporna na wiedzę. Starałam się słuchać uważnie – nawet notowałam! Jednak po kilkunastu minutach, mój zeszyt wypełnił się rysunkami. Krzywe kwiatki, kolorowe kratki, ludzie wyglądający jak nie ludzie – nagle wszystko stało się bardziej interesujące niż pitolenie tego starego grzyba. Czując lekkie interakcje mojego żołądka zaczęłam myśleć gdzie moglibyśmy zjeść coś dobrego podczas długiej przerwy. Nie chciałam iść do stołówki, gdzie Erick z Niallem zadomowili się na dobre. Nie było także konieczności przedstawiania Liama Mariannie – poznałam ich nawzajem jakiś czas temu, niedawno po powrocie Liego do szkoły. Chłopak wpadł jej w oko. Śliniła się na niego jak pies na kości – myślałam, że go wpierdoli na poczekaniu, albo nie daj bóg, rozbierze wzrokiem. Zachciało się starej babie amorów…

Liam’s P.O.V

Wychodziliśmy z Chloe na miasto – by zjeść coś normalnego, gdy przy drzwiach zatrzymał nas nie kto inny jak Niall. Wszystko byłoby w jak najlepszym porządku, gdyby nie stojący przy nim Erick.

- Cześć! A wy dokąd się wybieracie? – zapytał blondyn, na co mina Chloe przybrała jeszcze bardziej bojowy wyraz.
- Nie twoja sprawa – wysyczała przez zęby.
- Możemy iść z wami? – zapytał z uśmiechem.
- NIE! – Chloe wrzasnęła mu prosto w twarz.

Chłopak wydawał się być lekko zmieszany całą sytuacją, jednak nie dawał za wygraną.

- Myślałem, że spędzilibyśmy fajnie czas – dodał.
- Słuchaj, idziemy do restauracji. We dwoje – odpowiedziałem mu lekko zirytowany, kładąc nacisk na ostatnie zdanie.

Widząc, że Niall chciał po raz kolejny zadać niepotrzebne pytanie, postanowiłem zakończyć ten teatrzyk:
-Jeśli tak bardzo chcecie, możecie iść z nami. Zrobimy sobie podwójną randkę, będzie dobra zabawa – powiedziałem, na co Chloe wybuchła śmiechem, a chłopcy opuścili szczęki ze zdziwienia.

Nikt nie spodziewał się , że zabiorę głos, albo dogadam któremuś z nich, jednak nie mogłem się powstrzymać. Nie chciałem sprawiać Niallowi przykrości, bo to naprawdę dobry chłopak, jednak obecność niechcianego osobnika wyzbyła mnie wszelkich oporów.

- To idziecie, czy nie? – upewniłem się zadając pytanie, na które uzyskałem przeczącą odpowiedź.

Nagle poczułem jak dłoń Chloe łapie moją, a następnie ciągnie w swoją stronę. Rzuciliśmy w stronę chłopaków szybkie ‘na razie’ i kierując w stronę wyznaczonego celu, śmialiśmy na cały regulator.


- Zajebiście to rozegrałeś Liam! Jednak nasza znajomość wychodzi ci na dobre – odrzekła moja towarzyszka.


- No widzisz, jednak sie do czegoś przydajesz- odpowiedziałem rozbawiony.

- Idealnie! Lada dzień będziesz taki jak ja. Podziękujesz mi jeszcze za tak dobra szkole- pochwaliła sie próżnie.
- Dobra, dobra. Juz sie tak nie chwal. Powiedz lepiej dokąd idziemy -zapytałem.
- Myślałam ze organizator randki zaplanował cale wydarzenie - odrzekła.
- Suszi? - zapytałem unosząc jedna brew.
- Wspaniale. Dobry chłopiec - odpowiedziała śmiejąc sie pod nosem.


Niall’s P.O.V



Razem z Erickiem kierowaliśmy sie do stołówki, gdy zobaczyłem dwójkę moich nowych przyjaciół - tak myślałem, dopóki nie podszedłem bliżej. Chloe wydawała się byś bardziej naburmuszona i agresywna niż zwykle. Nie miałem pojęcia o co jej chodziło, jednak podejrzewałem, że to wszystko wina stojącego obok mnie kolegi.

Kiedy zerwaliśmy sie razem z lekcji, opowiedziała mi tylko o akcji z Liamem. Doskonale wiedziałem że ukrywała coś więcej. Nie chciałem naciskać jeszcze bardziej, bo i tak przeginałem granice zadając jej masę pytań.

Gdy Chloe z Liamem zgasili nasza rozmowę zrobiło mi się przykro. Dwoje potencjalnie wspaniałych przyjaciół skreśliło mnie całkowicie ze swojej listy kontaktów. Nie chciałem tego ani trochę. Postanowiłem wszystko naprawić nie spieprzając sprawy jeszcze bardziej-co było cholernie trudnym wyzwaniem. Pierwszym krokiem była rozmowa z Erickiem, dlatego też siedząc na szkolnej stołówce, bez wahania zapytałem:


- Możesz mi powiedzieć dlaczego tak bardzo nienawidzicie sie z Chloe?

- Jasna sprawa, jej chłoptaś stal sie naszym towarem przetargowym. Chcieliśmy spuścić mu łomot, ale była sprytniejsza. Odegraliśmy sie z czasem, jednak ona wróciła po swoja zapłatę. Mowie ci, to totalna świruska. Lepiej z nią nie zadawać – odpowiedział.
- Tylko tyle? - dociekałem, na co przytaknął tylko głową.

Tak jak myślałem. Musiało rozchodzić o cos więcej. Albo mięli romans, albo w grę wchodziła sprawa większego kalibru. Tak samo jak dziewczyna, chłopak również ominął kilka rzeczy w swojej wypowiedzi. Poznałem to po oczach, którymi błądził po obrzeżach stolika.

Erick nie był w cale taki zły jak go opisywali, no chyba że zgrywał innego w moim towarzystwie. Musiałem wszystko przeanalizować. Cala ta maskarada to jakiś pokręcony chłam....

Chloe’s P.O.V

Siedzieliśmy przy stoliku zajadając sie naszym ulubionym jedzeniem, gdy Liam zapytał:



-wszystko w porządku? Nie wyglądasz za dobrze.
- Zastanawiam sie o co chodzi z ta całą szopką z Niallem - odpowiedziałam.
- Niech sam zdecyduje z kim mu lepiej - odrzekł biorąc kolejny kawałek jedzenia.
- Pewnie się mylę, ale to sprawka tego cepa. Mogę sie nawet o to założyć. Chce sie na nas odegrać, zobaczysz - dorzuciłam.
- Nie myśl nad tym, bo nie warto - odpowiedział łapiąc moją dłoń i ściskając ja czule.

Nieoczekiwany przypływ czerwieni rzucił mi sie na policzki. Nie rozpatrywałam tego ani trochę, bo szczerze mówiąc, nawet mi to pasowało.

Wracając do szkoły nie rozmawialiśmy juz o bezużytecznych ludziach i głupich sprawach. Śmialiśmy się ze wszystkiego ciesząc się swoją obecnością.


- Ej, Liam. Co powiesz na to, żebyśmy wyskoczyli gdzieś wieczorem? - wyparowałam z pomysłem.

- Przecież byliśmy juz dzisiaj na randce - zażartował.
- Naprawdę? Była kiepska jak barszcz. Nie postarałeś się chłopie - uśmiechnęłam sie, poczym poklepałam go po plecach.
- To co pani organizator proponuje? - zapytał figlarnie.
- Idziemy do baru - odpowiedziałam stanowczo.
- Na pewno? Dzisiaj dopiero czwartek -odrzekł niepewnie.
- Muszę sie odstresować - uśmiechnęłam sie odpalając papierosa.
- No dobra, będę miał na ciebie oko - powiedział. - Idziemy sami, czy bierzemy kogoś jeszcze? – dorzucił.
- Nie wiem jak ty, ale ja nie dysponuje niezliczoną ilością kontaktów w notatniku, więc sam decyduj – powiedziałam zaciągając się dymem. 
- Możemy zabrać moją kuzynkę Emily . Co ty na to? – zapytał. 
- Mam nadzieję, że jest na tyle wyrośnięta, że zajmie się sama sobą, bo nie mam zamiaru robić za nianię – zaśmiałam się. 
- Spokojnie, jest w naszym wieku – uśmiechnął się. – Nie jest w cale taka złą, z resztą sama się przekonasz – dorzucił.

Erick’s P.O.V

Ten szczeniak Niall wszystko psuje! Myśli, że nie wiem o co chodzi z tym całym podgadywaniem o Stark? Sprawdza mnie – wiem to na sto procent! Zwłaszcza teraz – po spotkaniu przed szkolnymi drzwiami. Muszę być bardziej ostrożny – żeby nic się nie wydało. Mój plan odwetu na zakochanej parce nieudaczników musi się powieść! Dlatego też, blondyn odegra w nim kluczową rolę…

Nie uśmiechało mi się łazić z nim po szkole, przedstawiać znajomym i zgrywać, że jego towarzystwo jak najbardziej mi pasuje. Wolałem trzymać się z Harry’m i Louisem – tak jak było od samego początku. To z nimi spędziłem najlepsze chwile w moim życiu. Razem mięliśmy masę wspólnych tematów – podrywaliśmy dziewczyny, znęcaliśmy się nad Paynem, a Niall w zupełności nie pasował do naszego otoczenia. Jego całodobowa radość i łatwość nawiązywania kontaktów nawet ze szkolnymi ofiarami losu, przyprawiała mnie o rozstrój żołądka – nie wspominając o durnowatym śmiechu…

Chcąc się bardziej ‘przykolegować’ , zaproponowałem:


- Słuchaj Niall, wydajesz się być jakiś przybity. Co ty na to, żebyśmy wieczorem rozerwali się trochę? 

- Co masz na myśli? – spojrzał na mnie unosząc pytająco brwi.
- Dziewczyny, piwo, impreza? – odrzekłem. – Co ty na to? – upewniłem się.
- Chyba masz rację. Odrobina rozrywki wyjdzie mi na dobre – odparł.

Liam’s P.O.V

Po obiedzie, od razu udałem się na górę – by wziąć szybki prysznic przed naszym wyjściem. Nie miałem pojęcia dlaczego przeczuwałem, że zdarzy się coś złego… Może to jednak mój przewrażliwiony umysł, razem z troskliwą stroną, za bardzo dają o sobie znać.

Chłodna woda podziałała idealnie na moje negatywne nastawienie. Odzyskałem poranną energię, a uśmiech ponownie zawitał na mojej twarzy. Szybko wskoczyłem w świeże ubrania, chwyciłem portfel i telefon, poczym skierowałem się do wyjścia.

Czekałem na Chloe przed drzwiami do jej domu – tak jak się umówiliśmy. Jak zawsze była spóźniona… Pewnie miała to i tak w nosie – sądząc po minie z jaką wyszła z domu.


- No co? – zapytała z buzią zapchaną gryzem kanapki, którą trzymała w dłoni. 

- Nic – odpowiedziałem rozbawiony widokiem. – Smacznego – dorzuciłem. 
- Dzięki – odpowiedziała niewyraźnie, przełykając zawartość trzymaną w ustach. 
- Gotowa? – spojrzałem na nią pytająco, na co kiwnęła głową, poczym zakończyła jedzenie ostatnim gryzem. 
- Zajdziemy po drodze na cepa, albo do jakiegoś sklepu? Muszę kupić fajki, bo niedawno skończyłam ostatnią – uśmiechnęła się. 
- Dobrze wiesz, że nie mam nic przeciwko – odparłem z uśmiechem, poczym złapałem ją za rękę i przyciągnąłem ją lekko do siebie. – Idziemy? – upewniłem się, odstając w odpowiedzi całusa w policzek – co było dla mnie kompletnym zaskoczeniem.

Przemierzaliśmy ulice Wolverhampton śmiejąc się i rozmawiając, cały czas trzymając swoje dłonie. Byłem zadowolony, że staliśmy się sobie tacy bliscy. Nie wyobrażałem sobie życia bez Chloe. Gdyby nie ona dalej chodziłbym do szkoły odliczając dni do weekendu, by bez strachu odpocząć po całym tygodniu wyzwisk i zastraszania. To właśnie ona – szalona dziewczyna, sprawiła, że zmieniłem się diametralnie – oczywiście na plus. Zawdzięczałem jej naprawdę dużo, dlatego też chciałem pokazać jej jak bardzo jestem jej wdzięczny. Podziwiałem ją za niekończącą się w niej odwagę, którą zaimponowała mi na samym początku. Będąc przy niej, czułem się sto razy silniejszy niż normalnie. Czułem się doceniony i kochany…

Chloe’s P.O.V

Wyparowałam z domu z gębą pełną żarcia – jak jakaś totalna kretynka. Liam czekał na mnie przed drzwiami, co sprawiło, że mentalnie strzeliłam sobie pstryczka w czoło. Widział mnie zachłannie pałaszującą kanapkę – co najwyraźniej wprawiło go w stan rozbawienia. Szczerze mu się nie dziwiłam. Gdyby zobaczyła samą siebie, strzeliłabym sobie upokarzające zdjęcie, by wyśmiewać je przy najbliższych okazjach.

Gdy złapał mnie za rękę, poczułam jak mój świat rozpada się na milion drobnych kawałeczków. Za cholerę nie spodziewałam się, że nieśmiały LiLi wykona jakiś krok w moim kierunku. Byłam cholernie szczęśliwa z obrotu wszelkich spraw. Chcąc dać mu jakiś znak, by ośmielić go jeszcze bardziej, dałam mu całusa w policzek, na co momentalnie się zawstydził. Nienawidzę ckliwości, ale wydało mi się to strasznie urocze.

Kiedy kroczyliśmy śmiało przez ulice naszego miasta, czułam się niesamowicie. Czułam, że w końcu mam kogoś wartościowego przy sobie. Kogoś troskliwego, dla którego jestem ważną osobą. Co prawda nie byliśmy w żadnym oficjalny związku, ale przeczuwałam, że to tylko kwestia czasu.

Po drodze weszliśmy do pierwszego lepszego sklepu – musiałam kupić papierosy, bo wszystkie szlugi skończyły mi się w zadziwiająco szybkim tempie. Może, dlatego że ostatnie dni były nadzwyczajnie wkurwiające? Z resztą miałam to w dupie. Chciałam tylko zajarać.


- Dzień dobry – przywitałam się ładnie, prosząc o potrzebny mi towar. 

- Oj dziecino, palisz tak w młodym wieku? Dziewczynie to nie przystoi. A dowodzik mogę prosić? – zapytała arogancko. 
- Pani jest chyba jakaś nienormalna. Wychodząc z domu na pięć minut mam brać ze sobą dowód? Z resztą co panią to obchodzi co ze sobą robię? Da mi pani te papierosy, czy mam odwiedzić konkurencję, do jasnej cholery! – odparłam podirytowana, na co dostałam oczekiwany produkt. – Dziękuję bardzo! – odparłam agresywnie, trzaskając za sobą drzwiami.

Stojący przed sklepem chłopak obserwował mnie z lekkim zdziwieniem, które ogarnęło jego twarz.


- Wszystko w porządku? – zapytał.

- Stara pigwa! – powiedziałam podniesionym głosem, odpalając zapalniczkę. 
- To wszystko wyjaśnia – zaśmiał się wesoło, na co uśmiechnęłam się szeroko, pozwalając dymowi znajdującemu się w moich ustach, wydostać się na zewnątrz.

Kroczyliśmy obok siebie w kierunku baru, kompletnie nie przejmując się tym, co działo się dokoła. Byłam szczęśliwa do tego stopnia, że zapomniałam o palącej się w mojej dłoni rzeczy. Wiedziałam, że to trochę ryzykowne, ale miałam to całkowicie w dupie – do czasu, aż policyjny radiowóz nie zatrzymał się przy nas. Wtedy uświadomiłam sobie, że czas działać:

- Nie zatrzymuj się i nie oglądaj. Idziemy jak gdyby nigdy nic – powiedziałam do Liama ściskając mocno jego dłoń.

Gdy usłyszałam, że drzwi samochodu otwierają się, w mojej głowie zapaliła się alarmująca lampka.

- Mam nadzieję, że umiesz szybko biegać – powiedziałam w stronę chłopaka, który kiwnął głową z aprobatą. – No to na trzy, uciekamy. Trzymaj się blisko mnie i zachowaj spokój, bo wiem co robię – dorzuciłam zaczynając odliczanie.

Nagle zaczęliśmy biec przed siebie, skręciliśmy w wąską uliczkę którą przemierzyliśmy w zadziwiająco szybkim tempie. Policjantka nie dawała za wygraną, jednak gdy przeskoczyliśmy kilka ogrodzeń przebiegając czyjeś podwórka, zniknęliśmy jej z zasięgu wzroku. Nie przestawaliśmy uciekać. Biegliśmy w stronę miejsca, do którego zmierzaliśmy już od ponad godziny. Będąc na miejscu, od razu weszliśmy do budynku, by niechciana ‘gliniarka’ nie odnalazła nas przypadkowo.

Siadając stoliku znajdującym się w głębi lokalu, równocześnie parsknęliśmy śmiechem.


- To było szalone – odparł rozbawiony Liam. 

- Nie mów, że ci się nie podobało – odpowiedziałam śmiejąc się na głos. 
- A ty, nie mów mi, że już to przerabiałaś – powiedział obdarzając mnie pytającym wzrokiem.
- Chyba mówiłam, że wiedziałam co mamy robić, nie? Odpowiedź jest chyba jasna – uśmiechnęłam się szeroko.

______________________________________________________________________
Hello everybody! ;D
Tym razem będę stanowcza: komentujcie do chuja pana, bo ile moge porsić? XD po prostu chcę znać wasze opinie na temat mojego opowiadania, które i tak za kilka rozdziałów mam zamiar zakończyć...
By the way... HAPPY OUR ANNIVERSARY dla @xx_adeline, którą miłayśmy dwa dni temu ( tak wiem jestem okropna) 
p.s odzywajcie się! nie gryzę :)
LOVE x